sobota, 11 maja 2013

Prolog.



Stojąc na Wieży Astronomicznej z zamkniętymi oczyma zastanawiałam się, co tutaj robię i dlaczego się tu znalazłam, choć doskonale znałam odpowiedzi na te pytania. Krople deszczu niszczyły moją misternie układaną fryzurę a następnie spływały po twarzy, by po kilku chwilach całkowicie zmyć makijaż, nad którym moja przyjaciółka tak długo pracowała. Ciemnozielona suknia, którą miałam na sobie nadawała się już tylko do wyrzucenia. Obok mnie leżały buty na wysokich obcasach, które ściągnęłam, by móc bez przeszkód poruszać się po schodach. Podeszłam do barierki i wychyliłam się przez nią. Delikatny powiew wiatru owionął moją twarz. Po chwili z moich oczu zaczęły płynąć łzy, które od dłuższego czasu starałam się powstrzymać. Mieszały się z deszczem i nikt postronny by ich nie zauważył. Ja jednak je czułam. I chociaż płynęły coraz szybciej i było ich coraz więcej, to ja jednak nie odczuwałam ulgi. Ból, który czułam wewnątrz siebie nie ustępował. Wychyliłam się jeszcze bardziej. W oddali majaczyły drzewa Zakazanego Lasu, dostrzegłam również jednego testrala. Podciągnęłam się wyżej i przerzuciłam nogi przez barierkę tak, że chwilę później siedziałam na niej, a moje nogi zwisały kilkanaście stóp nad ziemią. Nie czułam strachu, nie w tym momencie. Nie mogłam pojąć, co się ze mną stało. Jak mogłam postąpić tak lekkomyślnie? Wbrew rozsądkowi, wbrew wszystkiemu- wszystkiemu, prócz mojego serca. Zaufałam komuś, komu nie powinnam była. A on to wykorzystał. Mimo tego, co mi zrobił nie potrafiłam jednak myśleć o nim negatywnie. Nienawidziłam jedynie samej siebie.
Po chwili poczułam, że deszcze przestał padać, a na niebie pojawił się księżyc, który rozświetlił lekko błonia. Również i moje oczy wyschły, a ja przestałam szlochać. Po raz kolejny spojrzałam w dół, a następnie na księżyc.
Wydawał się być blisko, na wyciągnięcie ręki, a jednocześnie oddalony był o miliony lat świetlnych. On był dla mnie jak księżyc. Odległy. Nie do osiągnięcia. Nie był dla mnie.
Bolało mnie to. Bolała też moja urażona duma. Cierpię, jak jeszcze nigdy wcześniej. A najgorsze jest to, że sama jestem sobie winna. Był dla mnie zakazanym owocem, a wiadomo że taki smakuje najlepiej. I tak właśnie było, ale tylko przez krótki czas.
Kolejne spojrzenie w dół sprawiło, że moje serce zabiło szybciej. Ciekawe, czy latanie rzeczywiście jest tak fajne, jak zawsze powtarzali mi Harry i Ron. Oni mówili oczywiście o lataniu na miotle, ale teraz nie ma to już znaczenia. Czy cokolwiek je ma? Straciłam wszystko, co było mi drogie, a ból, który teraz odczuwam, staje się nie do zniesienia. Wystarczy jeden ruch i mogłabym przestać go czuć. Już na zawsze. Czy jestem jednak w stanie to zrobić?


6 komentarzy:

  1. Hermiona chce popełnić samobójsto! :o
    rozumiem, że związała się z Draco , ale ten albo się założył o nią, albo niewiem :D
    czekam na nastepna notke ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Cię to zainteresowało i mam nadzieję, że się nie zawiedziesz ;)

      Usuń
  2. Dobry prolog. "Po chwili z moich oczu zaczęły płynąć łzy, które od dłuższego czasu starałam się powstrzymać. Moje łzy mieszały się z deszczem i nikt postronny by ich nie zauważył." Lepiej by brzmiało: po chwili z moich oczu zaczęły płynąć łzy, które od dłuższego czasu starałam się powstrzymać. Mieszały się z deszczem i nikt postronny by ich nie zauważył. Taka mała uwaga. Poza tym jest w porządku. Czekam na rozdział I :) ~E

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, że zwróciłaś na to uwagę, bo sama to przeoczyłam ;)

      Usuń
  3. No to szok :O Znając Cię z poprzedniego Twojego opowiadania domyślam się, że na pierwszy rozdział będziemy czekać tak ok. miesiąc, więc dodaje do zakładek i wchodzę tu za ten właśnie okres czasu. :) Pozdrawiam, A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój komentarz zmotywował mnie zarówno do napisania nowej notki na tego jak i na mojego poprzedniego bloga, za co jestem Ci bardzo wdzięczna ;) Mam nadzieję, że nowy rozdział przypadnie Ci do gustu.
      Również pozdrawiam ;))

      Usuń