sobota, 2 lipca 2016

Rozdział XVIII



Bywają dni, w których człowiek niezdolny jest do tego, by normalnie funkcjonować. Kiedy paraliżuje go strach i dosięga smutek tak duży, że zahacza o rozpacz. Osoba, która to odczuwa, nie zawsze zaszywa się w ciemnym kącie. Może wyjść do ludzi, przebywać z nimi, rozmawiać. Wszystkie jej poczynania są jednak bardziej odruchowe niż przemyślane. Jakby ktoś wewnątrz niej uruchomił autopilota. Tak właśnie czuła się Ginny, siedząc podczas śniadania przy stole Gryfonów. Na zewnątrz wyglądała na spokojną, może jedynie lekko rozkojarzoną. W sobie jednak toczyła walkę myśli tak potężną, jak jeszcze nigdy. Starała się nie spoglądać zbyt często na stół Ślizgonów i siedzącego przy nim Zabiniego, ale jej wzrok sam tam wędrował. Zastanawiała się, jak niewiele wystarczy, by ukryć przerażenie. Blaise wydawał się jej rozluźniony, raz po raz śmiał się z żartów swoich znajomych, czasem dodawał parę słów, na które wszyscy blisko niego reagowali głośnym śmiechem. Wydawał jej się tak inny od tego chłopaka, z którym rozmawiała dzień wcześniej, że aż ciężko było jej uwierzyć, że to ta sama osoba. W pewnym momencie Ślizgon odwrócił głowę i jego wzrok napotkał spojrzenie Gryfonki. Młoda Weasley podniosła się z miejsca, nie odrywając jeszcze przez chwilę wzroku od Zabiniego a później, zwracając na siebie uwagę kilku osób, szybko wyszła z Wielkiej Sali. Jak najszybciej mogła wbiegła do Łazienki Jęczącej Marty i osunęła się po ścianie, pozwalając by jej  długo powstrzymywane łzy wreszcie popłynęły.




12 godzin upłynęło Hermionie nie na odpoczynku, jak było przewidziane, ale na zgłębianiu się w tajemniczych książkach, które odnalazła. Gdy zauważyła, że zbliża się godzina, w której ktoś ma ją odebrać z tego pokoju, poczuła dziwny niedosyt. Nowy świat, w którym się znaleźli niezmiernie ją fascynował. Było tu mnóstwo rzeczy, które w ich czasach jeszcze nie istniały a było prawdopodobieństwo,  że nie będzie ich nawet w ciągu najbliższych stu lat. Mimo ogromnego zaciekawienia i podziwu za to, co udało się zmienić Czarodziejom w ich życiu czuła, że nie odnalazłaby się w tym świecie. Dopiero dzięki tym podróżom, zarówno w daleką przeszłość jak i przyszłość doceniła czasy, w których żyła. Może i nie były idealne, może i czekało tam ich dużo złego, ale to przecież były ich czasy. Ich świat. Mimo, że czasem miała dość swojego życia to w tamtym momencie poczuła, że to właśnie Hogwart z ich czasów jest jej miejscem na ziemi.
-Merlinie, pozwól nam dzisiaj wrócić do domu-wyszeptała cicho, zamykając książkę, którą trzymała w dłoniach i wstała z łóżka. Usłyszała bowiem, że ktoś otwiera drzwi z zewnątrz.




-Niesamowite!- wykrzyknęli jednocześnie Harry i Draco podczas rozmowy z Czarodziejem, który miał ich doprowadzić do miejsca spotkania z Hermioną i kilkoma innymi osobami, które miały im pomóc wrócić do domu.
-I naprawdę te czujniki sprawiają, że miotła jest stabilna nawet przy silnym wietrze?- spytał zafascynowany Draco, a jego oczy błyszczały jakby wypił co najmniej dwie pełne szklanki Ognistej Whisky.
-Tak, nawet przy tym najsilniejszym! Poza tym…- nie dokończył czarodziej, ponieważ przerwała mu Hermiona.
-O czym rozmawiacie?
-Cichoooo!- odpowiedzieli jej, ponownie równocześnie, jej współtowarzysze.
-Przepraszam, zagadaliśmy się. Miałem Was tylko zaprowadzić. Wejdźcie do środka, czekają na Was. A na mnie już czas. Powodzenia!- powiedział szybko mężczyzna, który ich przyprowadził i oddalił się.
-No nie, Hermiono, dlaczego musiałaś przerwać…-powiedział zrezygnowany Harry, prezentując minę godną smutnego szczeniaczka.
-Cholera, Granger, mieliśmy właśnie świetną okazję dowiedzieć się, jak prezentują się w tych czasach miotły, a Ty...-dodał Draco, jednak nie dokończył, zobaczył bowiem w oczach Gryfonki groźne ogniki, zwiastujące duży gniew.
-MIOTŁY? Miotły, Malfoy powiadasz? Myślałam, że interesuje nas powrót do domu. O ja naiwna! W takim razie przepraszam, że przeszkodziłam. Ale wiecie co, jeśli się pospieszycie to może go jeszcze złapiecie..
-Tak myślisz?- spytał Harry, a Malfoyowi ponownie zaiskrzyły się oczy- To może my..Tak szybko..
-CZY WY ZWARIOWALIŚCIE? WŁAŹCIE DO ŚRODKA, ALE JUŻ- powiedziała dobitnie, wskazując palcem na drzwi.
Stojący za nimi czarodzieje cicho zachichotali, patrząc, jak dwójka, bądź co bądź rosłych facetów, posłusznie wykonuje polecenie drobnej Gryfonki.
Stojący z boku czarnoskóry mężczyzna, który znalazł ich w lesie, mimo że się nie uśmiechał, naprawdę ucieszył się, że Ci młodzi chłopcy mają przy sobie kogoś takiego jak Hermiona. Bowiem nie zawsze w życiu możemy polegać tylko na sile fizycznej. Sprawny umysł jest często o wiele więcej wart. Musiał zadbać, by te dzieciaki o tym nie zapomniały.




Mała, szkolna sówka nerwowo stukała w okno znajdujące się w dormitorium Ślizgonów. Gdy Blaise otworzył okno, by mogła wlecieć, zrobiła kilka kółek w powietrzu a następnie zrzuciła na jego głowę list.
-Dzięki wielkie- wymamrotał chłopak, zbierając podarunek z podłogi.
Na papierze z koperty było tylko kilka słów.


Nie tylko Ty możesz wpadać na dobre pomysły. Łazienka Jęczącej Marty, dzisiaj, o 20.
Przyjdź, razem to jakoś rozwiążemy. Damy sobie radę. Musimy.
G.W.
P.S. Uważaj na Nott’a. On coś kombinuje.


Te kilka słów sprawiło, że w sercu chłopak poczuł przyjemne ciepło. Nie był sam. I ta świadomość dodała mu otuchy.




-W naszym świecie dużo wiemy o istotach zwanych Mgłami. Mamy stare podania, opowieści, również te z Waszych czasów- zaczął czarnoskóry, który zdawał się być przywódcą pozostałych.
-Czy w naszym czasie udało się je zwalczyć?- spytała Hermiona, nie przejmując się wrogimi spojrzeniami pozostałych. Zdawać by się mogło, że przywódcy nie można przerywać.
-Posłuchajcie.. Bardzo ciężko jest oddzielić to, co muszę Wam powiedzieć, by Wam pomóc od tego, czego powiedzieć Wam nie mogę. Naprawdę chcemy zrobić wszystko, byście bezpiecznie wrócili do domu, ale nie możemy ingerować w przeszłość. Każde nasze nieprzemyślane działanie, każda rzecz, którą nieopatrznie Wam powiemy… Przeszłość to coś, co już minęło. To jak z konstrukcją domu. Gdy naruszy się piwnice, jego wyższe piętra runą, prawda?- powiódł twarzą po Hermionie i chłopakach, a oni byli dolni jedynie do tego, by pokiwać głową- Gdy powiemy Wam zbyt dużo, może to mieć wpływ na to, co wydarzy się z Wami po powrocie, a to zmieni wszystko. Nie możemy na to pozwolić. Pewne rzeczy należy pozostawić własnemu biegowi. A teraz posłuchajcie. W naszym czasie Mgły są już zjawiskiem mało powszechnym. Ostatnie, które pozostały, trzymamy w odosobnieniu, otoczone bardzo potężnymi zaklęciami. Nikt nie wchodzi poza ochronną barierę, gdyż jest to niebezpieczne.
-Mówił Pan o tym, że w lesie nie jest bezpiecznie, ale skoro Mgły są pod kontrolą…-zaczęła Hermiona, ale umilkła widząc karcące spojrzenia.
-Mgły to nie jedyne niebezpieczeństwo, z którym możecie się w życiu spotkać. W tym momencie uważam, że są one najmniejszym problemem. Ale to są nasze sprawy. Was powinien interesować tylko powrót. Być może nie zdajecie sobie sprawy, ale podróże w czasie, nawet w czarodziejskim świecie, to anomalia. Każdy Wasz ruch, każde nieprzemyślane działanie może mieć potworne skutki. Z czasem nie można igrać. Moi ludzie oraz ja odprowadzimy Was do miejsca, w którym więzimy Mgły. Słyszeliście o takim zaklęciu jak Tempus maxima?
Uczniowie Hogwartu pokręcili przecząco głowami.
-Tak myślałem… Chociaż powiedziałem o zaklęciu, to nie do końca tak wygląda. To po prostu formuła, ciąg kilku słów, które przy odpowiednim ruchu różdżką pomogą Wam wrócić.
-Ale nasze różdżki…-zaczęła ponownie Hermiona.
-Dostaniecie od nas różdżki. Zaklęcie samo w sobie nie jest mocno skomplikowane, ale wymaga dużego skupienia. Jeden nieprzemyślany błąd może Was dużo kosztować. Jedyne czego potrzebujecie, to wyuczenie się tej formułki. Nie zajmie Wam to dużo czasu. Pod wieczór, gdy już wszystko opanujecie, zaprowadzimy Was na miejsce. Pomożemy Wam wejść poza bariery ochronne, ale więcej dla Was zrobić nie będziemy mogli. Wszystko zależy od Was.
-Nie jesteś nam w stanie zagwarantować, że wrócimy prosto w nasze czasy, prawda?- po raz pierwszy odezwał się Draco, skupiając na sobie spojrzenia wszystkich.
-Jestem w stanie zagwarantować Wam więcej niż ktokolwiek inny.
-Świetnie, podniosło mnie to na duchu- odparł ironicznie Ślizgon, po czym poczuł, jak łokieć Hermiony boleśnie wbija mu się w brzuch.
-Zamknij się, Malfoy!- syknęła.
-Jak Ty co chwilę wtrącasz swoje trzy grosze to jest dobrze, a ja nie mogę się odezwać?- spytał wściekły, gwałtownie wstając- Za dużo sobie powalasz, Granger, zapominasz chyba, że jesteś tylko zwykłą…
-Dość- przerwał stanowczo przywódca grupy, ponownie skupiając na sobie spojrzenia mężczyzn. Hermiona załzawionymi oczami wpatrywała się w podłogę.
-Damy Wam pół godziny. Zostańcie tu i porozmawiajcie. Gniew nic Wam tu nie da. Zapomnijcie o podziale krwi, podziale na domy, na to z jakiej rodziny pochodzicie. To teraz nie ma żadnego znaczenia. I zapamiętajcie jedno- powiedział takim tonem, że nawet Draco poczuł się głupio- w ostatecznej bitwie to też nie będzie miało znaczenia. To wszystko nie jest nic warte. Liczy się tylko to, co macie w sobie. Odnajdźcie to. Poczujcie kim jesteście naprawdę, a nie bądźcie kimś, kogo z Was zrobiono. Pół godziny- dodał na koniec, a po chwili trójka uczniów została sama.
 Każde z nich wpatrywało się w swoje buty.




niedziela, 12 czerwca 2016

Rozdział XVII



-Żegnaj, okrutny świecie- mruknął kpiąco Malfoy, gdy zdali sobie sprawę, że w żaden sposób nie uciekną przed tyloma osobami, uzbrojonymi w metalowe przedmioty, które przypominały różdżki.
-Kim jesteście i co tu robicie? Nie słyszeliście o zagrożeniu, o tym, że nawet dorośli czarodzieje mają tu zakaz wstępu? Wy nie wyglądacie na pełnoletnich czarodziei- powiedział do nich najwyższy, ciemnoskóry mężczyzna, któremu żadne z nich nie śmiało przerwać. W końcu odezwała się Hermiona.
-Nic złego nie robimy…Po prostu się zgubiliśmy- powiedziała cicho, ale pewnie.
-Zgubiliście się, mówisz?- odparł mężczyzna, podnosząc głos- Co Ty masz w ręce?- powiedział ostrym tonem, wskazując na jej różdżkę.
-To..To moja różdżka- odparła przejęta, wyciągając patyczek w jego stronę, czym jednak się naraziła, ponieważ otaczający ich ludzie odebrali to jako atak.
-Stop!- zatrzymał ich czarnoskóry, a wszyscy posłusznie wypełnili jego polecenie- To mi nie wygląda na standardową różdżkę, a Wy sami wyglądacie jakbyście przybyli z innego świata. Pójdziecie z nami- po tych słowach spotkani czarodzieje rozsunęli się, wciąż jednak pilnując trójkę uczniów z tyłu, i nakazali im iść przed siebie.
-Jakbyśmy mieli inne wyjście- powiedział cicho Draco, posłusznie ruszając do przodu.



-Nie mogę tego dla Ciebie zrobić- szepnęła Ginny Weasley, ocierając spływające łzy- Nie mogę, Blaise, po prostu nie mogę. Zwłaszcza teraz…Kiedy Harry i Hermiona zaginęli. Myślisz, że mogłabym to zrobić własnym rodzicom? Sfingować swoją śmierć? Tak po prostu zniknąć z ich życia? Skazać na nią niewinną osobę, po to bym mogła być bezpieczna? To nie jest wcale dobre wyjście z tej sytuacji..
-Jest najlepsze!- przerwał jej Ślizgon, łapiąc ją lekko za ramiona.- Rozumiesz, ile trudu sobie zadałem, by móc Cię uratować? Nie widzisz tego? Czarny Pan nie odpuści. Jeśli czegoś chce, to będzie to miał. Nie ja, to ktoś inny. Myślisz, że Nott czy Crabbe będą się zastanawiać na tym, czy Cię zabić?
Jego słowa dotykały dziewczynę bardziej, niż był on świadomy. Płakała cicho, raz po raz ocierając łzy. Dlaczego Voldemort wybrał właśnie ją? Dlaczego to musiała być ona?
-Nie wybrałem przypadkowej osoby, Ginny. Nie skazałbym nikogo na śmierć, gdybym mógł tej osobie pomóc. Tak, jak próbuję zrobić z Tobą. Wierzysz mi, prawda?- spytał z nadzieją w oczach, a Gryfonka pokiwała głową- Znam Jane od dzieciństwa. Zawsze była słabsza od innych, zawsze bledsza, smutniejsza. Nie zdziwiłem się, że, pomimo że pochodzi z czarodziejskiej rodziny, jest charłaczką. Odkąd skończyła osiem lat, praktycznie zamieszkała w Mungu. Nikt, nawet najlepsi magomedycy nie są w stanie jej uleczyć. Nawet nie wiedzą, co jej jest…Wiedzą tylko, że umiera. Wypuścili ją ze szpitala tylko dlatego, że chciała odejść w domu, bez tych wszystkich ludzi. Zgodziła się bez wahania, gdy ją o to poprosiłem. Jej już nic nie pomoże…Ona umrze, Ginny. Ale przed śmiercią może komuś pomóc. Może uratować dwie osoby…
-Nie mogę- powtórzyła Gryfonka- Nie zrobię tego mojej rodzinie.
Popatrzyła jeszcze przez chwilę na stojącego z opuszczonymi rękami chłopaka, pokręciła głową i wyszła.
Już po chwili wszystko, co znajdowało się w jego zasięgu, zostało rozbite lub roztrzaskane o najbliższą ścianę.
-Nie chcesz po dobroci, to załatwię to inaczej!- krzyknął chłopak, choć już nikt go nie słuchał.



-Pięknie. Po prostu pięknie się wpakowaliśmy! Lepiej być nie mogło!- krzyk Dracona niósł się po nisko sklepionym pomieszczeniu, w którym zamknięto go z Potterem- Po co Granger opowiedziała im wszystko co nas spotkało? Mogliśmy coś wymyślić, a wtedy pewnie puścili by nas wolno i moglibyśmy zastanowić się, jak wrócić do domu. Ale nie, przecież najmądrzejsza na świecie Gryfonka, gdy spytali ją skąd przyszliśmy, musiała im odpowiedzieć, że z przeszłości!- nie przerywając słowotoku chodził po pokoju, biorąc do ręki różne przedmioty, które w nim stały, sam nie do końca wiedząc, po co.
Harry, który w ciągu ostatniego czasu zdążył trochę poznać Ślizgona i jego reakcje na stres, po prostu usiadł na jednym z dwóch łóżek znajdujących się w pokoju i rozejrzał się. Osoby, które ich tu przyprowadziły, nie zrobiły im krzywdy. Odrobinę martwił się o Hermionę, którą kobieta w średnim wieku wprowadziła do innego pokoju, niż ich, ale miał przeczucie, że nic im się tu nie stanie. Gdyby tak miało być, ludzie, których tu spotkali, mogliby zrobić im krzywdę w lesie. To normalne, że starali się działać spokojnie i dlatego przyprowadzili ich w miejsce, w którym się teraz znajdują, ale przecież nic złego się nie działo. Hermiona opowiedziała im wszystko, co ich spotkało. Ich słuchacze w żaden sposób tego nie skomentowali. Powiedzieli, ze przyda im się odpoczynek, a później dwoje czarodziei zaprowadziło ich do tych pokoi, mówiąc im, że mogą się teraz przespać, a na wszystkie ich pytania odpowiedzą rano. Harry, choć był równie niecierpliwy jak Malfoy, postanowił zaufać Hermionie, która przed rozstaniem zakazała im robić głupoty. Jeśli ona wierzyła, że Ci ludzie mogą im pomóc, to chyba on powinien jej zaufać.
Jakiś huk, który rozległ się obok jego głowy, przerwał jego rozmyślania.
-Byłbym wdzięczny, gdybyś nie rozbijał już więcej dzbanków obok mojej twarzy, Malfoy- powiedział Gryfon tonem, jakby mówił o pogodzie.
-Ja tylko chciałem, żebyś mnie wreszcie posłuchał, kretynie!- warknął blondyn, odwracając się od towarzysza plecami i wyglądając przez okno.
-Ile można słuchać Twojej gadki? Myślisz, że jesteśmy w stanie się im przeciwstawić? Niby jak, nie mając różdżek?
-Skąd mam to widzieć, do cholery? To Ty jako niemowlę pokonałeś samego Voldemorta, to co, z nimi nie poradziłbyś sobie bez różdżek?- wrzasnął Ślizgon, zupełnie wyprowadzony z równowagi.
-Wiesz co, Malfoy?- odparł Harry, ledwo panując nad śmiechem- czasami stwierdzam, że mógłbym Cię polubić.



Ginny siedziała w Pokoju Wspólnym Gryfonów. Nie przejmowała się osobami, którzy na nią patrzyli. Wiedziała, że wszyscy myślą to samo- że jest w takim stanie, bo przejmuje się dwójką swoich zaginionych przyjaciół. W tym momencie jednak, myślała tylko o tym, co powiedział jej Zabini. Dlaczego to właśnie ona miała stać się celem Voldemorta? Dlaczego to właśnie ją miała spotkać śmierć? Skarciła się w duchu za swoją egoistyczną postawę i pomyślała o Ślizgonie. O tym, ile ryzykuje, próbując ją uchronić. Bo przecież on to wszystko robił właśnie dla niej. Widziała, że nie mogła tego tak zostawić, ale nie chciała też nikomu o tym mówić. Blaise miał rację- wszyscy są teraz pochłonięci sprawą zaginięcia ich przyjaciół. Czuła jednak, że sami nie w stanie poradzić sobie z zaistniałą sytuacją, że ona ich przerasta. Byli w końcu tylko nastolatkami, a wyzwanie, jakie przed nimi postawiono było ponad ich możliwości. Zdawała sobie też sprawę, że, jak to miała w zwyczaju, dała ponieść się emocjom. Postanowiła przespać się ze swoimi myślami, a decyzję podjąć. Przede wszystkim nurtowało ją jedno pytanie: czy Ślizgonom można ufać?



Pokój był skromny, ale ładnie urządzony. Hermiona nazwałaby go typowo dziewczęcym, choć nie znajdowały się w nim żadne różowe elementy, czy słodkie misie. Ot, po prostu. Taki był. Wydawał jej się też przytulny. Usiadła na łóżku i jeszcze raz rozejrzała się dookoła. Kobieta, która ją tu przyprowadziła, poinstruowała ją, co gdzie znajdzie, oraz poinformowała, że będzie na nią czekać dokładnie za 12 godzin, przed drzwiami. Miała całe 12 godzin tylko dla siebie a znajdująca się obok łóżka mała biblioteczka wręcz do niej krzyczała. Czuła się uspokojona i zrelaksowana, choć przecież nie powinna. Miała jednak dobre przeczucia i liczyła, że może w końcu, przy pomocy tych ludzi, uda im się wrócić do domu.



czwartek, 5 maja 2016

Zakazana miłość XVI


Blasie Zabini skradał się, bo inaczej nie dało tego nazwać, szkolnymi korytarzami. Gdyby mógł, najchętniej zapadłby się pod ziemię. Przemykając, chciał uniknąć spotkania swoich znajomych z Domu Węża oraz opiekuna swojego domu. Nie chciał wysłuchiwać ich cennych i mądrych rad odnośnie misji powierzonej mu przez Czarnego Pana. Miał swój plan i choćby Ruda Wiewióra, jak zwykł nazywać Ginny, stanęła na głowie, to on swój plan wypełni. Blaise nie był złym chłopakiem, jednak doskonale zdawał sobie sprawę, że albo ona zginie albo będzie to on. Niektórzy nazwaliby to impasem, inni nie zastanawiali się i ratowali swoją skórę. Czarnoskóry Ślizgon nie zaliczał się żadnej z tych grup. Zamiast siedzieć i użalać się nad sobą, kombinował. Nie zamierzał skazywać ani siebie ani dziewczyny na pewną śmierć. Do tego jednak by plan się udał, potrzebował pomocy. Nie mógł liczyć na swoich przyjaciół, ponieważ doskonale zdawał sobie sprawę, że gdyby przyszło co do czego, to nie oglądaliby się oni na nikogo, tylko ratowali swój tyłek. Jedyną osobą, która mogłaby mu teraz pomóc, była sama zainteresowana.
-Dobry wieczór.. Miałbym do uroczej pani pewną prośbę- powiedział, uśmiechając się czarująco do Grubej Damy, strzegącej wejścia do Wieży Gryfonów.


-Jak myślicie..-zaczęła Hermiona, ale od razu przerwał jej Harry.
-Nie wiem, naprawdę nie wiem, co tam zastaniemy. W razie czego proszę Was, zwłaszcza Ciebie Hermiona!- powiedział, patrząc uważnie na przyjaciółkę- Uważajmy na siebie, a gdyby coś się działo- uciekamy. Jesteśmy wszyscy w takiej samej sytuacji, żadne z nas nie ma różdżki działającej tutaj. Dobrze?
Pozostała dwójka tylko mu przytaknęła. Każde z nich było wystraszone i coraz bardziej zmartwione tym, że zamiast znaleźć się w domu, zdają się coraz bardziej od niego oddalać. Szli już od  dłuższego czasu, zdając się tylko i wyłącznie na własną intuicję. Nie mogli użyć różdżek a las wszędzie wydawał się taki sam. Zdawał się również ciągnąć w nieskończoność, co nie podnosiło żadnego z nich na duchu. Szli w milczeniu, każde z nich pochłonięte w swoich myślach.
Hermiona nie potrafiła przestać myśleć o swoich rodzicach, przyjaciołach, o tym co dzieje się w szkole i czy nauczyciele szukają ich, czy też wszyscy spisali ich już na straty. Sięgnęła do torebki, którą miała przy sobie i spojrzała na pergamin, który pokryty był jej równym pismem. Według jej obliczeń, tego dnia mijała ich dwudziesta trzecia doba poza domem. Spojrzała po twarzach towarzyszących jej chłopców i zastanowiła się chwilę, czy oni martwią się tym tak samo jak i ona. Jeśli chodziło o Harry’ego to znała go tyle długo i dobrze, by wiedzieć, że przejmuje się on wszystkim nawet bardziej niż ona. I że może nawet obwinia samego siebie za to, co się stało. Przyjrzała się drugiemu z chłopców i coś w jego twarzy powiedziało jej, że boi się on nie mniej, choć nigdy im o tym nie powie. Chyba pierwszy raz tak naprawdę dostrzegła, że Dracona Malfoya stać na podobne uczucia do tych, jakie dotykają ją czy Pottera.
W pewnej chwili coś przebiegło obok nich.
-Co to było?- spytała wystraszona dziewczyna, przybliżając się do swoich współtowarzyszy.
-Nie wiem, ale coś czuję, że zaraz się dowiemy.. I że to niekoniecznie będzie przyjemne- odpowiedział jej szybko Malfoy, który szybciej niż Hermiona zorientował się, że koło nich nie przebiegła jedna postać, tylko kilka. Kilka sekund później, nim zdążyli się zorientować co się dzieje, okazało się, że są otoczeni.


-Cena przyjaźni- wypowiedziała hasło Ginny i zniecierpliwiona wpatrywała się w Grubą Damę.
-Przykro mi, moja droga, to nie jest prawidłowe hasło- odpowiedź krępej kobiety z portretu zirytowała młodą Gryfonkę, jednak wiedziała, że nerwami i krzykiem nic nie wskóra.
-Jak tak nie?- spytała, siląc się na uprzejmość- Godzinę temu było prawidłowe.
-Nic Ci nie poradzę na to, że dyrektor ustala takie zasady. Idź do opiekunki domu, na pewno poda Ci właściwe hasło. Ja nie mogę Cię wpuścić.
-A idź w diabły- przerwała jej wywód Ginny i jak przystało na rasową kobietę, tupnęła dla efektu nóżką.
-Doprawdy nie wiem, co w niej widzi ten przystojny, miły chłopiec. Zero ogłady- powiedziała do siebie Gruba Dama, gdy zrezygnowana Weasley udała się w stronę gabinetu profesor McGonagall.
Przeklinając pod nosem swój los, szkołę, nauczycieli i wszystko co popadnie, Gryfonka szła korytarzem, mając nadzieję, że wpadnie na kogoś ze swojego domu a wizyta u Minewry nie będzie konieczna.
-Nieładnie tak wałęsać się samej po zamku, Weasley- odezwał się nagle ktoś, kto pojawił się przed nią znienacka. Ktoś z ironicznym uśmiechem na twarzy i skierowaną w jej stronę różdżką.
-Nie Twoja sprawa, co robię! Schowaj lepiej ten patyczek, bo zrobisz sobie krzywdę, Zabini!- wykrzyczała w jego stronę i nie patrząc na to, że jest większy i przede wszystkim- że w dłoni trzyma różdżkę, popchnęła go i próbowała przejść obok niego.
-Nie musisz się nigdzie spieszyć- odparł, a później ściszył głos i zmienił ton- Potrzebuję Twojej pomocy, Ginny. Tylko Ty możesz mi pomóc.
Dziewczyna zatrzymała się na chwilę, zdziwiona nagłą zmianą postawy Ślizgona.
-Nikt nie zmienił hasła do Waszego domu. To ja poprosiłem Grubą Damę, swoją drogą całkiem przyjemna kobieta, a gdy się ją odpowiednio oczaruje.. W każdym razie, była tak miła, że postanowiła pomóc biednemu, zranionemu chłopakowi, który chce błagać swoją kobietę o jeszcze jedną szansę, ale nie może tego zrobić oficjalnie, bo ta wszechobecna nienawiść Gryfonów do Ślizgonów mogłaby tylko zaszkodzić..-kontynuował Blaise, a Ginny nie wiedziała, czy uszkodzić go już w tym momencie, czy może poczekać, co ma do powiedzenia, skoro zadał sobie tyle trudu, by z nią porozmawiać.
-Ty…Ty idioto- odpowiedziała jedynie, czym wywołała u chłopaka szczery śmiech, ostatnio tak u niego rzadki.
-To jak? Wysłuchasz, co mam Ci do powiedzenia? Proszę- powiedział, wpychając jej w ręce swoją różdżkę- Jestem bezbronny. Poświęcisz mi kilka minut?
Ginny, troszkę niepewnie, pokiwała głową.
-Panie przodem- powiedziała jeszcze tylko Ślizgon, otwierając przed nią drzwi do jakiejś nieużywanej klasy.

niedziela, 1 maja 2016

Powrót po (dwóch) latach?

Czasem pojawiają się w życiu takie sytuacje, że słowa są zbędne. Myślę, że nie powinnam się tutaj zbytnio wysilać, po prostu- na dwa lata porzuciłam bloga, za co bardzo, bardzo przepraszam.
W ostatnim czasie coś, chyba jakiś sentyment, sprawił, że odwiedziłam go, przeczytałam wszystkie moje posty od początku i strasznie pożałowałam, że stworzyłam jedynie piętnaście rozdziałów, że nie doprowadziłam go do końca.
I teraz pytanie dla Was- jest tu ktoś, kto chciałby poznać tą historię dalej?
Za parę dni rozpoczynam matury a później czekają mnie najdłuższe wakacje nowoczesnej Europy, więc czas na tego bloga będzie, chęci również są.
Wszystko zależy od tego, czy ktoś tu jeszcze zagląda ;)
Pozdrawiam Was serdecznie!
Trzymajcie za mnie kciuki od 4 maja, przyda się ;)